Gdzie diabel mowi ‘dzien dobry’!

To nie tylko polskie powiedzenie na miejsce odlegle i zapomniane przez Boga.

W Boliwii w kopalniach jest ono jak najbardziej odzwierciedleniem rzeczywistości.

W mojej krótkiej podroży po tym pięknym kraju odwiedziłam kopalnie ‘Rosario’ w Potosi. Jest to jedna z wielu kopalń w tym regionie bogatym w cynk i srebro.

Ubierając się w ‘kopalniany’ strój miałam trochę dusze na ramieniu. Po pierwsze dlatego, ze nie lubię przestrzeni zamkniętych a już zwłaszcza w brzuchu jakiejś góry. Do mojego strachu dołożyły się ostrzeżenia z przewodnika podkreślane i wytłuszczone wielokrotnie, że ‘wchodzi się na własne ryzyko’. To po drugie. Ale po trzecie i ostatnie, ciekawość zwyciężyła  – a jak wiadomo to pierwszy stopień do piekła – zatem starając się nie myśleć za dużo i na własne życzenie do piekła się wybrałam.

P1140400

Do piekła, bo warunki panujące w kopalni są bardzo ciężkie. Korytarze są wąziutkie, zmuszające do zginania się w pałąk a czasem czołgania o unoszącym się gazowym smrodzie nie wspominając. Temperatura zmienia się co chwila z parno-dusznej w chłodna.

Górnicy tu pracujący zaczynają najczęściej w wieku 15 – 16- lat i nie dożywają wieku 50ciu lat. Przebywanie w takich warunkach i ciężka praca (często wynoszą złoża na plecach, bo nie wszędzie dochodzi niby-kolejka) szybko zbierają swoje żniwo. Oraz choroby płuc.

W Rosario pracuje około 16000 górników a ‘dostępnych’ jest około 20000 korytarzy. Teoretycznie jest to ‘cooperativ’ , ale tylko teoretycznie. Po pięciu latach ‘szkolenia’ (czytaj – harowania dla innych) jako pomocnik młody górnik może poprosić o swój własny korytarz, w którym od tej pory będzie pracował na siebie. Jeśli okaże się, ze ma dobre złoża może sobie znaleźć pomocników.

Druga analogia do piekła wzięła mi się od Władcy Podziemi, którym jest tutaj Tio.

Żaden górnik nie zacznie pracy bez odwiedzin u ‘Wujka’ (z hiszpańskiego ‘tio’ to ‘wujek’), ulepionego stwora o aparycji iście rogatej i z solidnym ‘uposażeniem’. Uposażenie jest solidne, bo skoro Pachamama (matka ziemia) jest kobieta, to z kimś to srebro i cynk musi rodzic, wiec niech będzie to Tio.

P1140362

Tio na dzień dobry dostaje liście coca, papierosa w szczerbata gebuche i odrobinę wódki (bagatela 98 procent). Odrobinę, bo reszta idzie dla górników, zwłaszcza w piątki. Wódkę polewa się również na Tio’wego penisa, żeby dobrze ‘obrodził’. Czasem bardziej gorliwy górnik zostawi ususzone szczątki młodej lamy. TO w szczególnych prośbach. W niedziele w kościele to jedno, ale Tio to Tio i tez mu się ‘należy’. Co ciekawe Tio (nazwa pochodzi od ‘Dios’ czyli ‘bóg’, którą to lokalni ludzie nie mogli wymówić prawidłowo i zamiast tego mówili ‘Tius’ a stad już krotka droga do ‘Tio) wymyślili hiszpańscy kolonizatorzy chcąc w ten sposób kontrolować prace podziemne bez konieczności wchodzenia do kopalni.

I siedzą sobie te wujki w różnych korytarzach i straszą odwiedzających takich jak ja. I choć zmuszona byłam powiedzieć mu ‘dzień dobry’ to jeszcze chętniej powiedziałam ‘do widzenia’ z wdzięcznością witając ponownie światło dzienne.